Milion odszkodowania. Czy lekarz straci swój dom za błąd w szpitalu?
Pobierz MP3Tomasz Czmochowski (00:00.462)
Wyobraź sobie, że szpital, w którym pracujesz, właśnie przegrał proces i musi wypłacić milion złotych odszkodowania. A teraz dyrektor przychodzi do Ciebie i chce, żebyś zwrócił trzysta tysięcy z własnej kieszeni. Czy to w ogóle możliwe? Za chwilę usłyszysz prawdę o roszczeniach regresowych, której większość wiekażni nie ma pojęcia. Dowiesz się dlaczego 95 % szpitali nigdy nie pozwie swojego lekarza o zwrot odszkodowania.
Nawet przy oczywistym błędzie. I co musiałbyś zrobić, żeby naprawdę narazić się na regres? A co najważniejsze poznasz wyroki sądów, które pokazują kiedy jesteś bezpieczny, a kiedy twój majątek osobisty jest zagrożony. Czy lekarz na etacie może spać spokojnie? Odpowiedź jest zaskakująca. Zostań ze mną do końca.
Witajcie w kolejnym odcinku podcastu Klinika Bez Ryzyka. Nazywam się Tomasz Czmachowski i jestem radcą prawnym specjalizującym się w prawie medycznym. Od ponad 20 lat doradzam szpitalom, lekarzom i właścicielom podmiotów leczniczych w najtrudniejszych sprawach. Dzisiaj opowiem wam o jednym z najbardziej niezrozumianych i kontrowersyjnych mechanizmów w polskim systemie ochrony zdrowia.
roszczeniach regresowych szpitali wobec lekarzy. Zacznę od prawdziwej historii, która wydarzyła się w 2017 roku. Szpital Wojewódzki w Łodzi stanął przed dramatycznym dylematem. Właśnie przekrał proces z rodziną małego pacjenta i musiał wypłacić ponad milion złotych odszkodowania. Dziecko doznało trwałego uszkodzenia mózgu. Zarząd szpitala patrząc na dziurę w bużrzecie podjął decyzję. Odzyskamy część tych pieniędzy od lekarza odpowiedzialnego za błąd.
Złożyli pozew na 337 703 zł. Wydawałoby się, że sprawa jest oczywista, ale każdy żurnalni wykonał tomografii komputerowej mimo wyraźnych wskazów. Nie wezwał radiologa, choć powinien. Sam zinterpretował zdjęcia RTG, do czego nie miał odpowiednich kwalifikacji. Zwlekał z decyzją o operacji. Błąd za błędem. Wiecie jak zakończył się ten proces? Szpital nie tylko przegrał sprawę, nie tylko nie odzyskał ani złotówki z tych 337 000.
Tomasz Czmochowski (02:15.663)
Sąd nakazał mu zapłacić lekarzowi 7217 zł, tytułem zwrotu kosztów procesu. Dlaczego? Bo w trakcie procesu wyszło na jaw, że szpital nie miał tomografu dostępnego w nocy. Nie było radiologa na dyżurze, lekarz musiał podejmować decyzję bez odpowiedniego wsparcia diagnostycznego. Sąd uznał, że to była wina organizacyjna placówki, nieindywidualny błąd lekarza. Ta historia idealnie ilustruje
Przepaść między teorią a praktyką roszczeń regresowych. I właśnie temu poświęcimy dzisiejszy, dłuższy niż zazwyczaj odcinek. Zacznijmy od absolutnych podstaw, bo tu jest sporo nieporozumień. Kiedy pacjent doznaje szkody w szpitalu, nieważne czy to błąd diagnostyczny, błąd podczas operacji czy zakażenie szpitalne, kogo pozywa. Jeśli myślicie, że lekarza, jesteście w błędzie. Przynajmniej jeśli ten lekarz jest zatrudniony na umowę o pracę.
Artykuł 120, paragraf 1 konteksu pracy mówi wprost. W razie wyrządzenia przez pracownika przy wykonywaniu przez niego obowiązków pracowniczych szkody o sobie trzeciej, zobowiązany do naprawienia szkody jest wyłącznie pracodawca. Wyłącznie pracodawca. To oznacza, że pacjent nie może pozwać lekarza pracownika bezpośrednio, nawet gdyby chciał. Nawet gdyby lekarz popełnił oczywisty błąd. Pozę przeciwko lekarzowi i pracownikowi zostanie oddalony.
Sąd powie, proszę pozwać szpital. To jest tak zwana zasada ryzyka pracodawcy. Szpital zatrudniając lekarza bierze na siebie ryzyko jego błędów. To część szerszej koncepcji prawnej. Pracodawca czerpie korzyści z pracy pracownika, więc ponosi też ryzyko. Ale uwaga, ten sam artykuł 120, tylko w paragrafie 2, daje pracodawcy furtkę. Może wystąpić z tak zwanym roszczeniem regresowym.
Połaścienie regres oznacza powrót, cofnięcie się. Szpital najpierw płaci pacjentowi, a potem cofa się po te pieniądze do lekarza. Tylko że ta furtka jest bardzo, bardzo wąska. I tu zaczyna się cała seria ograniczeń, które w praktyce czynią roszczenia regresowe często iluzorycznymi. Najważniejsze ograniczenie znajduje się w artykule 119 Kodeksu Pracy. To przepis, który powinien znać każdy lekarz zatrudniony na etacie. Mówi on...
Tomasz Czmochowski (04:37.136)
Odszkodowanie ustalone w razie winy nieumyślnej pracownika nie może przewyższać kwoty 3-miesięcznego wynagrodzenia przysługującego pracownikowi w dniu wyrządzenia szkody. Przeanalizujmy każde słowo. Wina nieumyślna to kluczowe. W prawie rozróżniamy winę umyślną i nieumyślną. Umyślna to gdy ktoś chce wyrządzić szkodę albo godzi się na jej wyrządzenie. Czy znacie lekarza, który umyślnie chciałby skrzywdzić pacjenta?
Ja w swojej praktyce nie spotkałem ani jednego takiego przypadku. Nawet rażące niedbalstwo, czyli drastyczne naruszenie zasad sztuki medycznej, to wciąż wina nieumyślna. Lekarz, który operuje po kilkunastu godzinach dyżuru i popełnia błąd sprzemęczenia, wina nieumyślna. Lekarz, który pomyli leki, wina nieumyślna. Lekarz, który źle zinterpretuje wyniki, wina nieumyślna. Trzy miesięczne wynagrodzenie. I tu uwaga.
Nie chodzi o trzy ostatnie pensje. Chodzi o trzykrotność wynagrodzenia z dnia wyrządzenia szkody. Jeśli błąd miał miejsce w styczniu 2020 roku, gdy lekarz zarabiał 8 tysięcy, a proces kończy się w 2024, gdy zarabia już 15 tysięcy, liczy się te 8 tysięcy. Przeliczmy to na konkretne liczby. Lekarz rezydent, pensja 6 tysięcy złotych, maksymalna odpowiedzialność 18 tysięcy, lekarz specjalista
10 000 złotych pensji, maksimum 30 000. Ordynator oddziału 15 000 pensji, maksimum 45 000. Teraz zestawmy to z odszkodowaniami. Błąd okołoporodowy, dziecko z porażeniem mózgowym. 2,5 mln złotych odszkodowania. Ile szpital odzyska od lekarza zarabiającego 10 000? 30 000. To 1,2 % całości.
Tu dochodzimy do fundamentalnej różnicy, która może zdecydować o całej przyszłości finansowej lekarza. Różnicy między umową o pracę, a kontraktem B2B. Wszystko co przed chwilą powiedziałem o limitach, trzy pensje, ochrona przed bezpośrednim pozwem, dotyczy tylko lekarzy na umowie o pracę. Jeśli lekarz pracuje na kontrakcie cywilnoprawnym jako jednoosobowa działalność gospodarcza, sytuacja wygląda dramatycznie inaczej.
Tomasz Czmochowski (06:59.6)
Lekarz na kontrakcie B2B nie jest pracownikiem. Jest przedsiębiorcą. Kodeks pracy go nie chroni. Odpowiada według zasad Kodeksu Cywilnego konkretnie artykułu 430. To przepis o odpowiedzialności za pomocników. Szpital powierza lekarzowi wykonanie świadczenia medycznego. Jeśli lekarz wyrządzi szkodę, odpowiadają solidarnie. Szpital i lekarz. Solidarnie to słowo klucz. Oznacza, że pacjent
Może żądać całości odszkodowania od szpitala, całości od lekarza albo części od jednego i części od drugiego, jak mu wygodniej. W praktyce pacjenci pozywają obu, szpital i lekarza lub sam szpital, bo zwiększa to szanse na uzyskanie odszkodowania. Znam lekarza ortopedę z Warszawy. Świetny specjalista, 20 lat doświadczenia. Pracował na kontrakcie, bo to dawało mu 18 tysięcy miesięcznie zamiast 12 na etacie.
Podczas rutynowej operacji kręgosłupa doszło do uszkodzenia rdzenia. Pacjent został sparaliżowany. Sąd zasądził 1,8 mln odszkodowania plus 4 tys. renty. Ubezpieczenie OC lekarza pokryło 350 tys. euro czyli około 1,5 mln zł. Pozostałe 300 tys. plus skapitalizowana wartość renty? Lekarz musiał sprzedać mieszkanie. W wieku 50 lat został praktycznie bez majątku.
Gdyby był na etacie zapłacił bym maksymalnie 54 tysiące. 3 pensje. Różnica? No cóż, tylko 1,75 miliona złotych. Tyle kosztowała decyzja o wyborze kontraktu zamiast etatu. Ale ja mam ubezpieczenie OC, słyszę ten argument codziennie. Tak, każdy lekarz na kontrakcie musi mieć obowiązkowe ubezpieczenie. Minimalne sumy gwarancyjne to 75 tysięcy euro na jedno zdarzenie.
i 350 tysięcy euro na wszystkie zdarzenia w roku. 350 tysięcy euro to około 1,5 miliona złotych. Brzmi dużo? Porównajmy z rzeczywistością. Statystyki sądu najwyższego pokazują, że w sprawach o np. ciężkie błędy około porodowe średnie odszkodowanie to 1,2 miliona tylko za dość uczynienia. Do tego dochodzi renta, często 5-6 tysięcy miesięcznie przez całe życie dziecka.
Tomasz Czmochowski (09:16.692)
Skapitalizowana wartość takiej renty to kolejne 2-3 mln. Suma ubezpieczenia wystarcza na pokrycie może 40 % realnego roszczenia reszta z prywatnej kieszeni lekarza, z jego domu samochodu o szczytności emerytalnych. Dlatego zawsze mówię młodym lekarzom nie patrzcie tylko na wysokość wynagrodzenia. Lekarz na etacie z pensją 10 tysięcy i ryzykiem 30 tysięcy może być w lepszej sytuacji niż lekarz na kontrakcie z pensją 15 tysięcy
i ryzykiem utraty całego majątku. A jeśli już decydujecie się na kontrakt, wykupcie dodatkowe ubezpieczenia. Milion euro to minimum w chirurgii, ortopedii, położnictwie i anestezjologii. 2 mln euro to bezpieczny poziom. Tak, składka będzie wyższa, może nawet 2-3 tysiące miesięcznie, ale to wciąż mniej niż strata domu. Teraz przechodzimy do kwestii, która jest koszmarem każdego menadżera szpitala, dyrektora szpitala czy właściciela kliniki.
Terminy przedawnienia roszczeń regresowych. Tu popełnia się najwięcej błędów, które kosztują szpitale miliony złotych. Podstawowa zasada jest prosta. Roszczenie regresowe przedawnia się w rok od dnia, którym szpital wypłacił odszkodowanie. Ale diabeł jak zawsze pkwi w szczegółach. Większość menadżerów intuicyjnie zakłada, że termin liczy się od popełnienia błędu. To katastrofalny błąd. Sąd najwyższy w wyroku
Z 16 września 1997 r. sygnatura 1PKN 261x97 orzekł jednoznacznie, roszczenie regresowe powstaje z chwilą zaspokojenia przez pracodawcę roszczeń osoby trzeciej. Co to oznacza w praktyce? Przedstawię Wam rzeczywisty przypadek z mojej praktyki. Włąd medyczny miał miejsce 15 stycznia 2020 r.
Pacjent zmarł na stole operacyjnym. Rodzina złożyła pozę w sierpniu 2020. Proces w pierwszej instancji trwał do grudnia 2022. Wyrok – 800 tysięcy odszkodowania dla rodziny. Szpital złożył apelację. Proces w drugiej instancji zakończył się w październiku 2023. Sąd apelacyjny podwyższył odszkodowanie do miliona złotych. Szpital próbował jeszcze kasacji, ale sąd najwyższy odmówił jej przyjęcia w marcu 2024 roku.
Tomasz Czmochowski (11:38.772)
Wypłatę odszkodowania nastąpiła 15 kwietnia 2024 roku. Od którego momentu liczy się roczny termin na regres? Nie od stycznia 2020, gdy zdarzył się błąd. Nie od sierpnia 2020, gdy złożono pozew. Nie od grudnia 2022, gdy zapadł pierwszy wyrok. Tylko od 15 kwietnia 2024, od faktycznej wypłaty. Ale uwaga, jest jeszcze drugi termin.
Art. 291, paragraf 2 Kodeksu Pracy mówi, że roszczenia pracodawcy przedawniają się z upływem roku od powzięcia wiadomości o szkodzie, nie później jednak niż z upływem trzech lat od jej wyrządzenia. Trzy lata od wyrządzenia szkody to termin maksymalny, bezwzględny. Nawet jeśli proces z pacjentem trwa dłużej, nawet jeśli szpita wypłaci odszkodowanie po pięciu latach. Jeśli od błędu minęły trzy lata, koniec. Roszczenie regresowe jest przedawnione.
Wracając do naszego przykładu, błąd w styczniu 2020 wypłata w kwietniu 2024. Minęły ponad 4 lata. Roszczenie reglesowe przedawniło się w styczniu 2023 roku, czyli ponad rok przed wypłatą szpital nie ma już prawa domagać się zwrotu od lekarza. W mojej praktyce widziałem dziesiątki przypadków, gdzie szpitale przegrywały tylko przez złe liczenie terminów albo składały pozew za wcześnie przed wypłatą odszkodowania.
gdy roszczenie jeszcze nie powstało albo za późno, gdy termin już upłynął. Pamiętacie też o jeszcze jednej zasadzie. 295 Kodeksu Pracy odsyła do Kodeksu Cywilnego w kwestii biegu terminów, a tam w art. 118 jest przepis mówiący, że termin przedawnienia w sprawach o roszczenia okresowe oraz roszczenia związane z prowadzeniem działalności gospodarczej, a roszczenia regresowe często są tak kwalifikowane, wynosi 3 lata.
Który termin stosować, roczny czy trzyletni? To zależy od charakteru roszczenia i statusu lekarza. Dla pracownika etatowego rok. Dla lekarza na kontrakcie może być stosowany termin trzyletni. Ale orzecznictwo nie jest tu jednolite. Bezpieczniej założyć termin krótszy. Przejdźmy teraz do najbardziej pouczającej części. Dlaczego szpitale systematycznie przegrywają procesy regresowe?
Tomasz Czmochowski (14:00.692)
Przeanalizowałem dziesiątki wyroków z ostatnich lat i widzę powtarzające się wzorce. Pierwsza i najważniejsza przyczyna – współwina organizacyjna szpitala. Artykuł w 117 Kodeksu Pracy stanowi jasno – pracownik nie ponosi odpowiedzialności za szkodę w takim zakresie, w jakim pracodawca lub inna osoba przyczyniły się do jej powstania.
Opowiem Wam o sprawie z 2019 roku, która doskonale to ilustruje. Szpital Powiatowy w małym mieście na Podkarpaciu. Nocny dyżur, sobota. Na SOR trafia pacjent z bólem brzucha. Lekarz dyżurny, młody rezydent 2 roku, podejrzywa zapalenie wyrostka, zleca USG. Problem, USG nie działa. Zepsuty od tygodnia czeka na serwis. Lekarz prosi o wezwanie chirurga. Chirurg jest, ale jeden na cały szpital, właśnie operuje, będzie wolny za 3-4 godziny.
Lekarz podaje środki przeciwbólowe, każe czekać. Po 3 godzinach stan pacjenta się pogarsza. Chirurów w końcu przychodzi, od razu kieruje na stół, ale jest za późno. Wyrostek pęku, rozlana perforacja zapalenie otrzewnej. Pacjent umiera po tygodniu na ojomie. Rodzina wygrała 1,2 mln odszkodowania. Szpital próbował regresu od młodego rezydenta. Sąd oddalił powództwo w całości. Uzasadnienie? Brak działającego USG?
Wina szpitala. Brak dostępnego chirurga? Wina szpitala. Brak procedur na wypadek awarii sprzętu? Wina szpitala. Obarczanie młodego, niedoświadczonego lekarza odpowiedzialnością za całą sytuację? Niedopuszczalne. Druga przyczyna przegranych to niemożność udowodnienia wyłącznej winy lekarza.
Ciężar dowodów w takim przypadku spoczywa na szpitalu. To szpital musi udowodnić, że szkoda powstała wyłącznie z winy konkretnego lekarza. W praktyce medycznej to prawie niemożliwe. Medycyna to praca zespołowa. W każdym procesie leczenia uczestniczy wielu lekarzy, pielęgniarki, technicy. Kto odpowiada za błędną diagnozę? Lekarz, który źle zinterpretował wynik? Czy technik, który źle wykonał badanie? Kto odpowiada za powikłania pooperacyjne?
Tomasz Czmochowski (16:14.292)
chirurg, anestezjolog czy pielęgiarka, która źle monitorowała pacjenta. Weźmy konkretny przykład. Pacjentka umiera podczas porodu, odszkodowanie 2 miliony złotych. Szpital próbuje regresu od położnika, ale w procesie uczestniczyli położnik, drugi położnik asystujący, anestezjolog, neonatolog, trzypołożny. Każdy podejmował jakieś decyzje. Jak wykazać, że w innej jest tylko jeden położnik? Misja niemożliwa. Trzecia przyczyna
aspekt ekonomiczny i personalny i tu wkraczamy w niepisane zasady funkcjonowania ochrony zdrowia. Polska ma jeden z najniższych wskaźników liczby lekarzy na 1000 mieszkańców w Europie. 2,4 lekarza na 1000 mieszkańców przy średniej unijnej 3,8. W niektórych specjalizacjach sytuacja jest wręcz dramatyczna. Neurochirurgów w całej Polsce jest około 400. Chirurgów dziecięcych około 300.
Dyrektor szpitala czy właściciel kliniki, który pozwie swojego jedynego neurochirurga o 30 tysięcy złotych, ryzykuje, że ten neurochirurg odejdzie, a znalezienie następnego może trwać lata albo być wręcz niemożliwe. Bez neurochirurga szpital traci kontrakt z NFZ na zabiegi neurochirurgiczne. Straty? Miliony złotych rocznie. Znam przypadek ze szpitala wojewódzkiego w dużym mieście. Odynator oddziału kardiochirurgii popełnił błąd podczas operacji bypasów.
Pacjent zmarł. Odszkodowanie 900 tysięcy złotych. Zarząd szpitala rozważał regres. Ordynator zarabiał 25 tysięcy miesięcznie. Można było odzyskać 75 tysięcy. Trzy pensje. Ale ten ordynator rocznie wykonywał 300 operacji. Generował przychód około 12 milionów złotych rocznie. Gdyby odszedł, oddział by upadł. Nie ma na rynku kardiochirurgów gotowych objąć ordynaturę. Zarząd odpuścił.
75 tysięcy potencjalnego regresu vs 12 milionów rocznego przychodu. Wybór był oczywisty. Spójrzmy teraz na twarde dane. Liczby, które pokazują skalę problemu i jego dynamika. Według danych Naczelnej Izby Rekalskiej, Rzecznika Praw Pacjenta i Prokuratury rocznie w Polsce składanych jest około 5250 skarg i roszczeń
Tomasz Czmochowski (18:34.388)
dotyczących błędów medycznych. To są uśrednione dane z lat 2020 a 2024. Rozbijmy to na źródła. Prokuratura około 2 000-3 000 zawiadomieni rocznie o podejrzeniu błędu medycznego. Większość umarzana, ale sama procedura generuje roszczenie cywilne. Wojewódzkie Komisje do Spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych działały do 2024 roku. Przyjmowało około 1300 wniosków rocznie.
Rzecznik praw pacjenta około 1000 skarg rocznie. Część przekształcała się w roszczenia. Pozły cywilne bezpośrednio do sądów około 950 rocznie. Trend jest wyraźnie rosnący. W 2015 roku było około 3,5 tysiąca roszczeń rocznie. W 2020 już 4,8 w 2024. Ponad 5,5 tysiąca. Wzrost o 60 % w dekadę. Dlaczego?
Po pierwsze rosnąca świadomość prawna pacjentów. Po drugie aktywność kancelarii prawnych specjalizujących się w błędach medycznych. Niektóre działają na zasadzie no win no fee. Nie wygramy, nie płacisz. Po trzecie media społecznościowe. Jedna historia na Facebooku potrafi wygenerować dziesiątki podobnych roszczeń. A jak wyglądają kwoty odszkodowań? Tu też widać trend rosnący. Najwyższe odszkodowanie w polskiej historii
5 mln zł zasądzone w 2014 roku przez sąd apelacyjny w Warszawie. Dotyczyło zakażenia Salmonella w szpitalu, które doprowadziło do trwałego kalectwa dziecka. Ale to ekstremum. Średnie odszkodowanie w sprawach szpitalnych to około 200-300 tys. zł. W sprawach okołoporodowych średnie jest wyższa około 800 tys. Dlaczego? Bo uszkodzenia okołoporodowe często oznaczają niepełnosprawność na całe życie.
koszt rehabilitacji, opieki i utraconego dochodu – to wszystko się sumuje. Od 2023 działa Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych. To zmienia krajobraz. Pacjent może otrzymać do 200 tysięcy zł bez procesu, bez udowadniania winy. Wystarczy wykazać, że zdarzenie medyczne miało miejsce i spowodowało szkodę. Do kwietnia 2025 roku Fundusz wypłacił 19 mln zł dla 318 pacjentów.
Tomasz Czmochowski (20:56.692)
Średnia wypłata to 61 tysięcy złotych. To mniej niż w procesach sądowych, ale za to szybko i pewnie. Wniosek rozpatrywany jest w 3 do 6 miesięcy zamiast 3 do 5 lat. Teraz czas na konkrety. Dam Wam praktyczne narzędzia, algorytmy decyzyjne, których używam w swojej praktyce dla lekarzy wybierających formę zatrudnienia. Pierwsza decyzja. Czy pracujesz w specjalizacji wysokiego ryzyka?
Wysokie ryzyko to położnictwo, chirurgia, neurochirurgia, ortopedia, anestezjologia, neonatologia. Jeśli tak, zdecydowanie rozważ etat. Druga decyzja, jaka jest różnica w zarobkach między etatem a kontraktem. Jeśli mniej niż 30%, wybierz etat. Bezpieczeństwo warte jest więcej niż te 30%. Jeśli więcej niż 50%, rozważ kontrakt, ale tylko z dodatkowym ubezpieczeniem minimum milion euro.
Trzecia decyzja. Jaki jest twój majątek do ochrony? Masz dom, mieszkanie, oszczędności? Etat. Jesteś młody, bez majątku, bez zobowiązań? Możesz zaryzykować kontrakt na początku kariery. Czwarta decyzja. Jak oceniasz kulturę bezpieczeństwa w swoim szpitalu? Nowoczesny sprzęt, dobre procedury, wsparcie prawne? Możesz rozważyć kontrakt. Stary sprzęt, braki kadrowe, chaos organizacyjny? Tylko etat. Dla właścicieli klinik
dla dyrektorów szpitali rozważających regres. Używam prostego testu sześciu pytań. Pytanie pierwsze. wypłaciliście już odszkodowanie? Jeśli nie stop. Roszczenie regresowe jeszcze nie powstało. Pytanie drugie. Ile możecie maksymalnie odzyskać? Jeśli lekarz na etacie z pensją 10 tysięcy maksimum 30. Czy to pokryje koszty procesu? Pytanie trzecie. Czy macie jednoznaczne dowody wyłącznej winy lekarza?
Jeśli były jakiekolwiek błędy organizacyjne, zapomnijcie o regresie. Pytanie czwarte. Czy lekarz jest zastępowalny? Jeśli to jedyny specjalista w regionie, odpuśćcie. Pytanie piąte. Czy termin przedawnienia jest bezpieczny? Liczycie od wypłaty, ale pamiętajcie o trzech latach od zdarzenia. Pytanie szóste. Czy lekarz ma majątek lub ubezpieczenie, z którego można wyegzekwować młody rezydent bez majątku? Nawet wygrany proces nic nie da.
Tomasz Czmochowski (23:17.981)
Tylko jeśli na wszystkie 6 pytań odpowiedź jest korzystna rozważcie regres. Teraz kluczowa kwestia o której mało kto mówi uczciwie. Ubezpieczenia OC. To nie jest temat na szybkie omówienie bo diabeł tkwi w szczegółach polis. Obowiązkowe OC lekarza to minimum 75 tysięcy euro na zdarzenie i 350 tysięcy euro na wszystkie zdarzenia w roku. To około 330 tysięcy i 1,5 miliona złotych. Brzmi dużo ale to złudzenie.
Weźmy rzeczywisty przypadek. Błąd anestezjologa podczas operacji kręgosłupa pacjent, 35-letni informatyk, zostaje sparaliżowany. Sądza 800 000 zł za dość uczynienia, 300 000 na dostosowanie domu, 200 000 na samochód, 8 000 000 miesięcznej renty. Skapitalizowana wartość renty przez 40 lat życia to około 3,8 mln zł. Suma ponad 5 mln zł. Ubezpieczenie pokrywa 1,5 mln
Pozostałe 3,5 miliona? Teoretycznie z majątku lekarza. Ale tu pojawia się kolejny problem. Większość tanich polis OCM ma wykluczenia. Szkody wyrządzone pod wpływem alkoholu, nawet 0,2 promila. Szkody wyrządzone przy przekroczeniu uprawnień. Szkody wyrządzone wskutek nieprzestrzegania procedur. Znam przypadek, gdzie ubezpieczyciel odmówił wypłaty, bo lekarz wykonał zabieg, którego, cytuję, nie miał formalnych uprawnień.
Chodziło o drobną różnicę w specjalizacji. Lekarz był chirurgiem ogólnym, a zabieg był klasyfikowany jako chirurgia naczyniowa. Wykonywał go setki razy, ale formalnie nie miał do wykonywania tego zabiegu uprawnień. Ubezpieczyciel nie wypłacił ani grosza. Dlatego zawsze sprawdzajcie OWU, czyli ogólne warunki ubezpieczenia. Szukajcie pułapek. Najczęstsze to klauzula Claims Made. Ubezpieczenie pokrywa tylko roszczenia zgłoszone
w okresie ubezpieczenia, jeśli błąd był wcześniej. Franszyzy i udziały własne. Musicie dopłacić część odszkodowania z własnej kieszeni. Sublimity, osobne limity na różne rodzaje szkód. Wyłączenia czasowe, np. pierwsze 30 do 90 dni bez ochrony. Moja rada, nie oszczędzajcie na OC. Dobra polisa z sumą milion euro to koszt może 500 do 800 złotych miesięcznie. Tania polisa na minimum to 150-200 złotych.
Tomasz Czmochowski (25:43.101)
Różnica 300 do 600 zł miesięcznie. Czy warto ryzykować całym majątkiem dla oszczędności 300 zł? Teraz o sytuacjach szczególnych, które wymykają się standardowym regułom. Pierwszy wyjątek – lekarze rezydenci. Teoretycznie są pracownikami, powinni być chronieni limitem trzech pensji, ale uwaga, często oprócz umowy o pracę mają dodatkowe dyżury na kontrakcie. I tu się zaczyna problem, jeśli błąd wydarzy się podczas kontraktowego dyżuru?
odpowiedzialność pełna, bez limitów. Drugi wyjątek, lekarze pracujący dla podwykonawców. Szpital zleca firmie zewnętrznej obsługę SOR-u. Firma zatrudnia lekarzy, pacjent pozwał szpital, szpital płaci, a potem szpital może żądać zwrotu od firmy, a firma od lekarza. I tu nie ma limitów z kodeksu pracy, bo to roszczenie między przedsiębiorcami. Trzeci wyjątek, praca w kilku miejscach. Lekarz ma etat w szpitalu publicznym i kontrakt
prywatnej klinice. Popełnia błąd w klinice, myśląc, że jest chroniony jako pracownik. No nie jest. Liczy się forma zatrudnienia w miejscu, gdzie doszło do błędu. Czwarty wyjątek, teleporady. Coraz popularniejsze, ale prawnie to pole minowe. Lekarz udziela porady online. Pacjent twierdzi, że była błędna. Kto odpowiada? Platforma Lekarz zależy od umowy. Często lekarz odpowiada bezpośrednio, bez żadnej ochrony. Na koniec spojrzenie w przyszłość. Dokąd zmierza system?
Widzę dwa główne trendy. Po pierwsze rosnąca liczba roszczeń. 15 % wzrostu rocznie to nie jest chwilowa anomalia. To trend, który się utrzyma. Młodsze pokolenie pacjentów jest bardziej świadome swoich praw, mniej skłonne do akceptacji błędów. Po drugie, fundusz kompensacyjny zmienia reguły gry. 200 tysięcy bez udowadniania winy to rewolucja, ale co ważne wypłata z funduszu nie wyklucza późniejszego procesu. Wyższą kwotę to tylko zaliczka.
Możemy spodziewać się, że pacjenci będą najpierw brać szybkie pieniądze z funduszu, a potem i tak iść do sądu po więcej. Podsumujmy to co dzisiaj omówiliśmy. Roszczenia regresowe szpitali wobec lekarzy to w polskiej rzeczywistości głównie teoria. Dla lekarzy na etacie limit trzech pensji czyni regres ekonomicznie nieopłacalny. Dla lekarzy na kontrakcie odpowiedzialność jest pełna, ale szpitale boją się tracić cennych specjalistów.
Tomasz Czmochowski (28:07.101)
System jest skonstruowany tak, że to szpitale i ich ubezpieczyciele ponoszą główny ciężar finansowy błędów medycznych. Lekarze pracownicy są nadmiernie chronieni, lekarze na kontraktach nadmiernie narażeni. Brakuje złotego środka. Dla Was słuchaczy najważniejsze wnioski praktyczne. Jeśli jesteście lekarzami, forma zatrudnienia to nie tylko kwestia zarobków, to przede wszystkim kwestia ryzyka. Etat chroni Wasz majątek.
kontrakt naraża na utratę wszystkiego. Wybierajcie świadomie. Jeśli zarządzacie szpitalami i jesteście właścicielami klinik, regres to zazwyczaj nie jest dobre rozwiązanie. Lepiej inwestować w prewencję, procedury, szkolenia to da więcej niż wojna z własnym personelem o przysłowiowe 30 tysięcy złotych. Jeśli jesteście prawnikami doradzającymi w tym obszarze edukujcie klienta.
Większość lekarzy i menadżerów nie rozumie tych zasad. Wasza wiedza może uratować czyjeś życie zawodowe i majątek. To wszystko na dzisiaj. Mam nadzieję, że ten wydłużony odcinek rzucił nowe światło na skomplikowaną materię roszczeń regresowych. Jeśli macie pytania, przemyślenia, własne doświadczenia, piszcie w komentarzach, chętnie podejmę dyskusję. Jeśli temat Was zainteresował, zapraszam do subskrypcji podcastu. Nazywam się Tomasz Czmachowski. To był kolejny odcinek...
Klinika bez ryzyk. Do usłyszenia.
